Przegrałeś bitwę? Przecież najczęściej nie udaje się przy pierwszym podejściu. Wygrasz wojnę!

Posted on

Często w życiu zdarza się, że sprawy dzieją się nie po naszej myśli. Bywa iż toczą się one zupełnie inaczej niż tego chcieliśmy. Mimo iż bardzo nam na czymś zależało i zdawało się, że robiliśmy wszystko by nadać wydarzeniom taki, a nie inny bieg, to dzieje się zupełnie odwrotne. Nie zawsze znaczy to, że spotykają nas porażki. Czy jednak coś popsuliśmy i zrobiliśmy źle? Czy może tak miało być – po prostu, albo też z jakiegoś powodu?

Kiedyś, za każdym razem gdy coś poszło nie po mojej myśli, zastanawiałem się dlaczego tak się stało. Zależało mi przecież na danej sprawie i starałem się ją rozegrać najlepiej jak potrafiłem w danym momencie. Czemu zatem mimo starań zdarza się, że ponosimy porażkę, że wszystko idzie nie tak?

Wpierw musi się spierdolić, aby później mogło się udać

Zobaczyłem ostatnio film i serial, które wydawałoby się nie skłonią do tego typu przemyśleń. Dostrzegłem w nich jednak analogię co do postrzegania porażek, czy też przeciwności losu oraz tego, dlaczego w ogóle one nas spotykają (porażka nie jest być może najlepszym określeniem, ale do tego dlaczego tak myślę wrócę jeszcze nieco później). Nie wiem, czy autorzy tytułów o których za chwilę napiszę chcieli zawrzeć takie właśnie przesłanie, ale moim zdaniem dość dobrze obrazują ten temat. Być może nie było to celowe i jest to tylko moja interpretacja.

Filmem jaki mam na myśli to dwie ostatnie części Avengers. Wspomniałem o jednym filmie, bo dopiero po obejrzeniu ostatniej części wszytko złożyło się w sensowną całość. W Wojnie Bez Granic Dr Strange oddał swój kamień nieskończoności Thanosowi bez walki. Tony nie mógł uwierzyć widząc tę sytuację. Dziwił się czemu Strange tak po prostu rezygnuje i dlaczego nie walczy? Ten powiedział, że widział setki tysięcy wersji przyszłości. Tony zapytał w ilu wersjach wygrali. Dr Srange odpowiedział, że tylko w jednej. Wydawało się zatem, że mają i tak bardzo marne szanse na wygraną.

Serialem o jakim wspomniałem wcześniej jest “How I met your mother”. Nie oglądałem tego wcześniej. Widziałem kilka losowych odcinków. Nie dawno postanowiłem zobaczyć całość. Wydawać by się mogło patrząc na tytuł, oraz w trakcie oglądanie pierwszego odcinka, że wiadomo o czym jest serial i do czego zmierza. Już na początku dość nagle okazuje się, że to nie Robin. Wówczas nabierasz przekonania, że teraz już na pewno wiesz do czego zmierza fabuła i jedyną niewiadomą jest to, kim jest osoba wymieniona w tytule.

Nieoczekiwany zwrot akcji

W ostatnim sezonie następuje niespodziewany twist wydarzeń. Obrazuje on świetnie to o czym dziś piszę. Okazuje się bowiem, że wszytko sprowadza się do tego, co nie udało się na samym początku serialu. Nie do tego o czym myślało się przez prawie wszystkie sezony. Historia zatacza koło. Wówczas jednak pojawia się myśl. Czy trzeba było aż 9 sezonów by główny bohater osiągnął to, po co rękę wyciągnął już na samym początku i prawie miał to w garści? To wszytko co zdarzyło się na samym końcu mogło przecież stać się już na początku, niemal od razu. Bez tych wszystkich zawirowań po drodze. Otóż nie mogło…

Dr Strange wcale nie oddał swojego kamienia nieskończoności bez walki mimo iż tak to wyglądało. Nie zrezygnował z tego powodu iż uznał, że mają marne szanse na wygraną, bo widział setki tysięcy wersji przyszłości w których wygrali tylko w jednej. W tym momencie nie mogli wygrać. Musieli ponieść porażkę by za jakiś czas odnieść sukces. Musieli przegrać bitwę, aby wygrać wojnę. W chwili przegranej drużyna nie wiedziała oczywiście, że jest to droga do zwycięstwa. Tedowi w “How I met your mother” również nie udało się to na czym mu zależało w pierwszym sezonie. Nie wiedział wówczas, że za jakiś czas osiągnie swój cel. Trzeba było dziewięciu sezonów, aby to co na początku się nie udało wróciło do niego z powodzeniem.

Dlaczego? Powód jest prosty

Tak samo jest w codziennym życiu. Nie zawsze wszytko idzie po naszej myśli. Mimo starań, nie zawsze dzieje się tak jak byśmy chcieli. Nie zawsze zależy to od nas. Czasem przez czynniki niezależne. Innym razem okazuje się, że to co robiliśmy by osiągnąć cel, bo uważaliśmy iż jest to dobre rozwiązanie, wcale takie nie było. Wówczas jednak nie mogliśmy tego wiedzieć. Czasem też coś w danym momencie po prostu nie mogło się udać.

Nie mogło, bo czasem potrzeba serii złożonej z porażek, rozczarowań, nowych sytuacji i nowych wydarzeń, aby to co wcześniej nie poszło po naszej myśli udało nam się później. Po tym jak zebraliśmy już po drodze te wszystkie nie planowane, nowe doświadczenia. Wcześniej z jakiegoś powodu nie mogło się udać. Chociażby dlatego, że nie byliśmy do końca tymi samymi osobami. Byliśmy też np. pierwszy raz w danej sytuacji i nie do końca wiedzieliśmy jak postępować. Mimo iż chcieliśmy dobrze, nie udało się. Nie znaczy to iż ponieśliśmy porażkę. Musieliśmy doświadczyć szeregu nowych rzeczy dzięki którym finalnie osiągamy to czego chcieliśmy, a co wcześniej nie wyszło (bo może właśnie brakowało nam tego doświadczenia).

I jeszcze jedno…

Wcześniej wspomniałem, że porażka to nie najlepsze określenie sytuacji gdy mimo starań, rzeczy nie dzieją się tak jak planowaliśmy. Porażka jest tylko wtedy, gdy sami tak na to patrzymy. Jeżeli myślimy o czymś jak o porażce, to tylko wtedy jest nią to rzeczywiście. Porażki nie istnieją. Coś po prostu się wydarzyło zgodnie z naszym planem, lub nie. Nasz punkt spojrzenia na to decyduje, czy jest to porażka, czy nie. Wszytko zależy od sposobu w jaki to postrzegamy.

W takiej sytuacji nie warto się zastanawiać nad tym, co by było gdyby wtedy się udało. Nie ma sensu myśleć nad tym jak mogłoby być dziś, gdyby coś poszło wtedy po naszej myśli. Tak się nie stało. Oczywiście należy wyciągnąć wnioski, ale trzeba iść dalej. Iść tak, aby przy kolejnej próbie jeśli nadarzy się okazja, dopiąć swego. Nie można ciągle rozpamiętywać co poszło nie tak i co mogło pójść inaczej. Nie warto żyć tym wyobrażeniem. Może więc najlepszym co mogło się nam przytrafić, jest to co wydarzyło się na prawdę? Nie ta wizja w naszej głowie, w której wszytko potoczyło się inaczej, tak jak planowaliśmy na początku, a do której przecież nie doszło. Ważne jest to, co dzieje się na prawdę i teraz. To trzeba wykorzystać.

Podsumowując

W życiu również zdarza się, że trzeba przegrać bitwę, aby później wygrać wojnę. Nie zawsze też da się ułożyć pewne sprawy w pierwszym odcinku, lub w pierwszym sezonie. W życiu bywa też tak, że potrzebne jest kilka sezonów, aby osiągnąć to co chcieliśmy mieć już na początku naszego serialu. Wszytko to co dzieje się pomiędzy pierwszym, a ostatnim sprawia, że jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia. Często one pozwalają nam sięgnąć nieco później po to, czego nie udało się przy pierwszym podejściu.

Jeśli przegrałeś bitwę, zawsze możesz jeszcze wygrać wojnę – choć aby to zrobić, nie zawsze wystarczy do tego tylko pierwszy sezon. Czasem potrzeba kilku.