Norwegia na weekend – rozdział pierwszy

Posted on

Świat staje się coraz mniejszy. Kiedyś, jeżeli w weekend chciało się odpocząć od miejskiego zgiełku, to można było jechać do Wisły, czy Ustronia, jeżeli mieszka się na południu Polski. Oddalone są one od mojego miasta o około 80 km. Mimo iż to ciągle dobre opcje na weekend, to dziś można sprawdzić czy tak samo odpoczywa się ponad 1300 km dalej. W ten sam weekend. 

Taka odległość dzieli norweskie Sandefjord od Katowic. Znajdując tanie loty, wylatując bladym świtem w sobotę, można zwiedzić miasteczko, a nawet okolicę, spędzić tam półtora dnia, poczuć jego spokojny klimat, nawdychać się powietrza i nasycić widokami.

OCZEKIWANIA VS RZECZYWISTOŚĆ

Sandefjord to moje pierwsze spotkanie z Norwegią. Kraj ten, jak i cała Skandynawia od zawsze kojarzyły mi się z pięknymi krajobrazami, przestrzenią, silnym kontaktem z naturą, oraz spokojnym i pozytywnym podejściem do życia. Wyobrażenia co do atmosfery panującej w tym kraju niewiele różniły się od rzeczywistości. Oczywiście nie można przyklejać etykiety całemu krajowi po krótkiej wizycie w jednym mieście. Jestem jednak pewien, że nie była to moja pierwsza i ostatnia wizyta w Norwegii. W przyszłości zatem zweryfikuję swoje pierwsze wrażenie. Jakie dokładnie ono było?

To co rzuciło się w oczy już na drodze z lotniska do miasta, to zachowanie kierowców na drogach. Gdy idziesz poboczem, drogą bez chodnika, samochody mijają Cię szerokim łukiem. Magia dzieje się natomiast wtedy, gdy chcesz przejść na pasach na drugą stronę ulicy. Samochody nie zatrzymują się gdy już stoisz przed pasami. Zaczynają zwalniać znacznie wcześniej, gdy tylko zaczniesz skręcać w stronę pasów. Czasem miałem wrażenie, iż kierowcy zwalniają i zatrzymują się zanim jeszcze pieszy zdecyduje, czy chce przejść na drugą stronę.

Z LOTNISKA TORP DO SANDEFJORD

Co do samego miasteczka, to z lotniska Torp na stacje kolejową można jechać darmowym autobusem. Trwa to około 4 minuty. Potem można się udać pociągiem np. do Oslo, lub do Sandefjord. Można też pójść pieszo do Sandefjord drogą widniejącą na poniższym zdjęciu.

Sandefjord na weekend

Warto wybrać wersję pieszą. Dzięki temu jest czas żeby podczas spaceru podziwiać tamtejsze wiejskie widoki. Bardzo ładnie prezentują się ustawione co jakiś czas domki przy drodze. Wraz z upływem kilometrów są one rozmieszczone coraz gęściej, aż w końcu docieramy do miasta.

Sandefjord

Moje skojarzenia z panującym tam przyjaznym i spokojnym podejściem do życia sprawdziły się nie tylko w kwestii zwyczajów panujących na drodze. Jeśli nie wiesz gdzie iść zwiedzając miasto, to na pewno się nie zgubisz. Jednego dnia zdarzyło się dwa razy, że ludzie sami zagadali do nas mówiąc np. by nie iść tędy, tylko przejść na drugą stronę bo tutaj jest ślepa uliczka, żebyśmy nie musieli się wracać. Innym razem, gdy rozmawialiśmy między sobą zastanawiając się czy przejdziemy w tym miejscu na drugą stronę zatoczki, dwójka ludzi rozmawiająca pod domem, zaczepiła nas i powiedziała którędy przejść, aby nie trafić na zamkniętą drogę z uwagi na budowę.

Sandefjord na weekend

Inna przemiła Pani podeszła do nas gdy odpoczywaliśmy na ławce słysząc, że mówimy po polsku. Wcześniej spotkaliśmy ją w sklepie. Opowiedziała o swoich znajomych w Polsce, wizycie w naszym kraju, oraz okolicy. Poleciła nam też miejsce znajdujące się niemal za nami i powiedziała jak się tam dostać. Czekał tam na nas bardzo przyjemny punkt widokowy.

WZGÓRZE PRESTASEN

Było ono i tak na liście miejsc jakie chciałem zobaczyć. Zawsze gdy jestem w nowym miejscu, to staram się odwiedzić najwyższy punkt, albo jakiś z którego można podziwiać dane miasto z góry. Ktoś kiedyś powiedział, że z góry wszystko wygląda lepiej. Ciągle podzielam ten pogląd.

Bardzo przyjemne miejsce. Po przebytych już pieszo kilometrach dobrze było przysiąść na skale, czy też ławce z taką panoramą. To jedna z tych zwykłych rzeczy, które niezwykle cieszą. Zwłaszcza po około półtoragodzinnym marszu z plecakiem. Siadasz, zdejmujesz buty aby dać chwilę wytchnienia bolącym już nieco stopom, patrzysz na wodę w oddali, czujesz w końcu na twarzy rozgrzewające promienie słońca, oddychasz głęboko i stwierdzasz, że powietrze jest takie orzeźwiające i że jest pięknie.

Po chwili odpoczynku ruszyliśmy w stronę wody. Mieliśmy jeszcze jakieś dwie godziny do momentu w którym będziemy mogli odebrać klucze do naszego domu. Pora na kolejny, tym razem krótszy spacer.

WYBRZEŻE SANDEFJORD

Miejscowa architektura potrafi urzec. Mniejsze i większe domki. Z jednej strony podobne do siebie. Z drugiej, gdy chodzi się między nimi, to okazują się być różne. Bardzo estetyczne, niby zachowane w tym samym stylu, ale jednak nie będące nudne. Nowe konstrukcje czerpią garściami z tych starszych. Największe wrażenie robią domy położone nad samą wodą, albo często na skale. Te drugie niejednokrotnie zdają się być jak doklejone do pięknego miejsca, w którym wydawałoby się nie powinien stać dom.

DZIELNICA BJERGATTA

Następnie przyszła pora, aby zameldować się w naszym Airbnb i w końcu zostawić plecaki. Nasza gospodyni okazała się być również przemiłą osobą. Dom znajdował się w jednej z najstarszych części miasta (Bjergatta) z tradycyjną, pochodzącą z XIX wieku zabudową. Większość domków jest tutaj biała. Zdarzają się też czerwone, lub pomarańczowe.

Bjergatta

Zjedliśmy zabrany ze sobą z Polski obiad.. Z założenia był to budżetowy wyjazd. Ceny w Norwegi dla przyjezdnych z Polski są wysokie. Jeśli nie chcecie zapłacić za obiad tyle ile za bilet na samolot, to warto zabrać ze sobą kilka rzeczy na te niecałe dwa dni.

PÓŁWYSEP TANGEN

Po kolejnej przerwie dla stóp i żołądka ruszyliśmy ponownie w stronę wody. Celem było Tangen. Znajduje się ono niecałe 6 km od centrum Sandefjord. Wszytko po to, aby zobaczyć widoki najbardziej kojarzące się z Norwegią, czyli różnorodne formacje skalne wtapiające się w wodę.

Sandefjord Tangen

Sandefjord Tangen

Skały nie są jeszcze tutaj tak majestatyczne jak można to kojarzyć z Norwegią. W tej okolicy jest stosunkowo płasko. Jest to natomiast miejsce warte odwiedzenia będąc w okolicy. Gdyby mieć więcej czasu, to idealnie byłoby zakończyć tam wieczór ogniskiem nad brzegiem. My odpoczęliśmy po długim spacerze delektując się widokiem i niesamowitym spokojem tego miejsca. W pewnym momencie wydawało się, że jest aż za cicho. Ponownie siedzenie na skałach i jedzenie kanapek nabrało ogromnej wartości. Okazało się, że Norwegia na weekend, to bardzo dobry pomysł.

Widoki rozciągające się wokół rozbudziły tylko apetyt na spotkanie z wielkimi fiordami. Jako iż zarówno małego głoda jak i dużego zwalczam skutecznie, to i w tym przypadku musi być podobnie. Czuję więc, że pierwsze spotkanie z Norwegią nie było ostatnim. Myślę, że Stavanger wraz ze swoimi niemal ikonicznymi widokami będzie idealnym kandydatem na głównego bohatera rozdziału drugiego tej opowieści.

Norwegia na weekend

Sandefjord przywitało nas wspaniałą i słoneczną pogodą. Cały dzień był ciepły i niemal bezchmurny. Dzięki temu mogliśmy zobaczyć miasto i przyrodę w swojej najlepszej odsłonie. Wszytko nie wyglądałoby tak pięknie i kolorowo gdyby nie było skąpane w słońcu. Drugi dzień był jednak zupełnie inny. Jak widzisz na powyższym zdjęciu, było pochmurno, a w nocy padał deszcz. To znów droga z miasta na lotnisko. Wracając również pokonaliśmy ją pieszo.

Nie zawsze nad naszą drogą świeci słońce

Nie znaczy to, że gdy ono zajdzie, to trzeba zawracać. Chociaż pogoda nie była już idealna, to nie daliśmy za wygraną i nie poszliśmy na pociąg (tak, był też drogi jak na taki odcinek). Nawet gdy wiszą nad nami ciemne chmury, to można doszukać się pozytywnych rzeczy, które w ogólnym rozrachunku przeważą szalę. Mimo chmur, powietrze było jeszcze świeższe niż poprzedniego dnia.

Gdy zliczysz takie pozytywne momenty, to często okazuje się, że było ich bardzo dużo i choć pogoda nie była idealna, to trzeba uznać ten szary dzień za udany. Zawsze jest się do czego przyczepić. Zamiast tego warto się zastanowić, czy pozytywów jednak nie ma więcej niż tego co Ci nie odpowiada. Jeśli czekasz na idealną pogodę, to równie dobrze możesz nie wychodzić z domu, bo idealna nie istnieje.