Blue Mountains

Posted on

Góry Błękitne, to pasmo górskie w Nowej Południowej Walii. Położone jest około 100 km na zachód od Sydney. Znajduje się w Parku Narodowym Gór Błękitnych, który jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Blue Mountains są też częścią Wielkich Gór Wododziałowych. Co przyciąga do Blue Mountains?

Bazą wypadową do Gór Błękitnych jest miasteczko Katoomba. Ruszając z Sydney, to właśnie tutaj należy się kierować. Nazwa miejscowości pochodzi od aborygeńskiego “Katta-toon-bah”, co oznacza lśniącą spadającą wodę, lub wodę spadającą ze wzgórza. Nazwa oczywiście nie jest przypadkowa, bo to tutaj mieści się Scenic World. Tutaj można zanurzyć się w głębi deszczowego lasu. Można zobaczyć wspaniałe wodospady, które dały nazwę miastu, górskie strumienie, rozmaite formacje skalne, kaniony, pokryte gęsto i rozmaitą roślinnością doliny.

Po przyjeździe do Katoomba, przed wyruszeniem na szlak warto pierw rozejrzeć się po miasteczku i spróbować miejscowych dobroci z małych, lokalnych piekarni, knajpek i kawiarenek. To tutaj spróbowałem słynnego mięsnego ciasta, które można uważać za narodowe danie Australii. Mimo iż tamtejsza kuchnia, to raczej mariaż wielu kultur i ciężko zdefiniować coś takiego jak kuchnia australijska, a Nowozelandczycy uważają Meat Pie za część tożsamości narodowej Nowej Zelandii. Co do dobrej kawy, to mam wrażenie, że towarzyszy ona tutaj na każdym kroku. W końcu jest to kraj, który odparł natarcie Starbucksa na rzecz licznych, mniejszych, ale jakże klimatycznych kawiarenek. Nie wiem, czy chcecie wiedzieć z jakim mięsnym nadzieniem jest to ciasto.

Akumulatory naładowane, więc można na spotkanie z naturą! Scenic Word można eksplorować na różne sposoby. Z góry, jadąc podwieszaną nad wąwozem i wodospadem Katoomba kolejką linową (Scenic Skyway), kolejką torową, lub pieszo. Wówczas schodzi się w dół wąwozu ścieżką wyznaczoną przez drewniane podesty i liczne wąskie, kamienne i śliskie schody. Wszystko w otoczeniu gęstej i bujnej roślinności. Ścieżki w większości wyglądają tak i trzeba na nich uważać.

Był to dość pochmurny dzień i jadąc do Blue Mointains z Sydney zastanawialiśmy się jaka będzie widoczność powietrza i czy uda się zobaczyć słynne 3 Siostry. W samym Katoomba było mgliście. Miasto położone jest wyżej więc wjeżdżając na kolejne wzniesienia widzieliśmy doliny wypełnione gęstą mgłą. Nie zapowiadało to dobrych widoków. Były momenty, że padał deszcz na co nie byliśmy przygotowani. Udało nam się kupić peleryny przeciwdeszczowe. Mijające nas osoby pytały tylko w którym sklepie je znaleźliśmy (bo nie było to takie łatwe), po czym udawały się dokonać takiego samego zakupu.

Zrezygnowaliśmy z przejazdu kolejką i wybraliśmy oczywiście zejście w dół pieszo. Skoro można zobaczyć wszytko z bliska i poczuć atmosferę panującą w lesie deszczowym od wewnątrz, to nie mogliśmy nie skorzystać. To co zobaczyliśmy jednak na leśny, to wszechogarniająca i gęsta mgłą. Mgła to nic dziwnego, ale jej skalą tego dnia był także zdziwiony miejscowy przewodnik. Wspomniał, że o tej porze roku (środek tamtejszego lata) nie powinna ona być aż tak intensywna. Mocno ograniczona widoczność nie popsuła jednak tego dnia. Taka aura miała też swój unikalny klimat. Sprawiała, że wszytko wydawało się jeszcze bardziej tajemnicze i majestatyczne. Zobaczcie sami.

Góry mają w sobie coś niezwykłego. W każdym wydaniu jakie do tej pory było mi dane zobaczyć. Nie ważne czy chodzi o górę zdobytą pieszo, czy też taką na którą wjechało się kolejką, lub samochodem na jakiś punkt widokowy. Wszytko przecież zależy od miejsca, możliwości, czasu i sytuacji. Efekt najczęściej jest taki sam. Potrafią zapierać dech w piersiach. Być może przez swoją wielkość i to, że patrząc na rozciągającą się przed nami panoramę czujemy się malutcy. Albo przez to, że widzimy piękno natury i jej siłę, a jednocześnie czujemy w takim miejscu jakiś spokój inny niż wszędzie indziej.

Po zakończonym spacerze w Scenic World, podjechaliśmy na płaskowyż skąd rozciągać się miał widok na 3 Siostry. Gdy dojechaliśmy na miejsce, dolina była spowita w dalszym ciągu mgłą. Przywitał nas taki widok.

Kilkanaście minut później zaczęło się jednak nieco rozpogadzać. Słońce zaczęło się przedzierać przez chmury, a mgła stopniowo ustępowała.

W dolinie jednak mgła nie dawała za wygraną. Widok był na prawdę bardzo ciekawy, ale nie to było naszym celem. Trzech sióstr nie było nam dane tego dnia zobaczyć. Widoczność poprawiła się, ale nie aż na tyle. Nie zmienia to faktu, że i tak warto było tam pojechać. Stojąc na płaskowyżu i spoglądając przed siebie, czy to w dół, widok i przestrzeń zachwycały. Towarzyszyły temu niesamowite odgłosy. Las znajdował się pod nami więc wszystkie dźwięki jakie się z niego wydobywały, łączyły się i były u góry doskonale słyszalne. Nie tylko szum drzew, ale przede wszystkim śpiew różnych ptaków dawał niesamowity efekt.

Im mocniej zaczynało świecić słońce, tym bardziej było za to widać, to skąd wzięła się nazwa tego pasma górskiego. Gęsta i biała poświata ustępowała miejsca tej bardziej delikatnej, niebieskiej. To od niej miejsce nazywane jest Blue Mountains. Zbocza porośnięte są eukaliptusami. Uwalniane z liści drzew olejki eteryczne powodują, że góry oglądane z odległości zdają się być skąpane w niebieskiej mgle.

Blue Mountains zaskoczyło nas swoim klimatem i tajemniczością. To góry i lasy zupełnie inne niż wszystkie do tej pory napotkane. Zanurzenie się w gęstym deszczowym lesie spowitym mgłą, a potem spoglądanie na niego z góry siedząc na skraju wąwozu i wsłuchiwanie się w unoszące się dźwięki robi absolutnie świetne i niezapomniane wrażenie. Poczucie bezkresnej przestrzeni i siły natury jest niesamowite i wysokość przestaje być straszna.