Chodźmy na spacer do parku!

Posted on

Nie, to nie jest żart z okazji Prima Aprilis. Nie będzie to jednak zwykły spacer z dwóch powodów. Po pierwsze, spacer będzie oczywiście wirtualny z wiadomych względów. Po drugie, sam park nie jest zwykłym parkiem.

Dziś, gdyby wszystko szło zgodnie z planem, powinienem się pakować, aby jutro postawić nogę na ziemi po której jeszcze stąpać okazji nie miałem. Ostatnio jednak nic nie idzie zgodnie z planem. Zamiast więc przygotowywać się do odkrywania tego co nowe, zapraszam do zobaczenia miejsca, z którego kadrami jeszcze się publicznie nie dzieliłem. Teraz, gdy i tak trzeba zostać w domu i nie można zwiedzać, to dobry czas by przypomnieć sobie miejsca już odwiedzone i podzielić się nimi. Zainteresować, być może i zainspirować innych ich do poznania. Zatem #stayhome kubek z kawą w dłoń (tym razem nie musi być na wynos) i chodź na spacer do parku!

Miejsce o którym mowa poniżej jest parkiem w znaczeniu jakie kojarzy nam się w pierwszej kolejności tylko z nazwy. Moonlit Sanctuary Wildlife Park to miejsce gdzie można nie tylko poczuć, ale i poniekąd dotknąć świat dzikiej przyrody. Bardziej kojarzyć się może z zoo, bo przecież to zamknięty teren nad którym pieczę sprawuje człowiek. Łatwo jednak o tym zapomnieć, gdy chodzi się miedzy drzewami, a obok nas leżą, lub biegają zwierzęta niczym od nas nie odgrodzone. Dodajmy, że zwierzęta niesamowite, bo niewystępujące nigdzie indziej na świecie.

Wystarczy 50 minut drogi od Melbourne w stronę wyspy Phillip, by zmienić scenerię wielkiego i nowoczesnego miasta. W położonym na szczycie półwyspu Mornington Moonlit Sanctuary Wildlife Park zobaczysz ponad 70 gatunków zwierząt, w tym oczywiście koale i kangury. Myślę, że Moonlit dostarcza tyle radości i emocji, bo jeśli swoją australijską przygodę zaczynamy w Melbourne, to często jest to pierwszy kontakt z naturą taką, jaką mamy w głowach, gdy myślimy o Australii. Przecież już w drodze tutaj większość z nas myśli o tym, kiedy będzie mogła przytulić koalę, czy też zobaczyć albo może dotknąć kangura?

Koala jednoznacznie kojarzy się z Australią i przecież nie można tutaj być i nie zobaczyć popularnego misia z bliska. Nie jest to jednak takie oczywiste, bo koale nie występują na całym terytorium kraju, a tylko na południowo-wschodniej części kontynentu. Zupełnie na wolności, np idąc, czy jadąc przez las, też nie tak łatwo jest dostrzec, bo często siedzą nieruchomo na wysokich partiach drzew. Dlatego rezerwaty jak Moonlit są doskonałą okazją do obcowania ze zwierzętami.

Jak widać na zdjęciu w nagłówku, jest to dość rozległy teren podzielony na sekcje, gdzie można spotkać różne zwierzęta. Chodźmy zatem od razu do tych najbardziej niezwykłych.

Moonlit Sanctuary

Jest i on! Śpiący, przytulony do drzewa, większość czasu niemal nieruchomy. Prezentując powyższe zdjęcia można by w zasadzie zakończyć pokazywanie koali. Te zwierzęta potrafią spać nawet do 20 godzin na dobę. Ich dzień składa się więc ze snu i jedzenia. Czujecie już, że w którymś życiu musieliście być koalą? Idealne życie? Nie do końca. Żywią się tylko wybranymi rodzajami eukaliptusa. Pokarm dość mało wartościowy i ciężkostrawny. To główne powody tak wielkiej aktywności koali.

W takich parkach widać je znacznie lepiej niż na wolności. Nie wspinają się tak wysoko. Jak widać na jednym ze zdjęć, na drzewach są ograniczniki przez które żaden miś nie wejdzie na samą górę. Koale z misiami nie mają wiele wspólnego. Nazwa ta przylgnęła do nich z uwagi na wygląd i podobieństwo do pluszowego misia. W rzeczywistości należą do rodziny torbaczy. Ogrodów jak ten, jest kilka w pobliżu Malbourne, Sydney, czy Brisbane. Koale są na liście gatunków zagrożonych wyginięciem. Cześć z takich parków jak Moonlit powstało jako miejsce schronienia dla osieroconych, lub rannych koali. Parki z czasem się rozrosły i dziś można w nich podziwiać także wiele innych zwierząt. Koale mają tam bardzo dobrą opiekę. Czy to też brzmi jak praca marzeń? Opiekun koali.

Moonlit Sanctuary

W miejscach jak te, można doświadczyć też czegoś, o czym na leśnym szlaku raczej nie ma mowy. Można dotknąć, a nawet przytulić misia koalę. Jeżeli przyjęliście sobie to za punkt honoru, czy też jest to Waszym marzeniem, to też nie takie oczywiste, że uda Wam się tego dokonać. W części stanów Australii branie na ręce i przytulanie tych zwierząt jest zabronione. Mówi się, że jest to podyktowane tym, aby zaoszczędzić stresu tym zwierzętom. Tak jest np. w Nowej Południowej Walii. Będąc w Sydney możecie jedynie stanąć obok drzewa na którym siedzi miś i zrobić sobie zdjęcie obok niego.

W Moonlit Sanctuary, jak w innych tego typu miejscach można przy wstępie dodatkowo wykupić możliwość zrobienia sobie zdjęcia z koalą. Tak, tutaj możesz pogłaskać i przytulić koalę. O wyznaczonych godzinach opiekun misia przynosi go do zagrody, gdzie koala jest sadzany, częstowany eukaliptusem, a Ty możesz być obok i zrobić selfie z koalą w objęciu.

Moonlit Sanctuary

Wychodząc z części parku opanowanego przez koale, oglądamy oczywiście inne zwierzęta, ale ciągnie co nie dziwne, do drugiej najważniejszej części. To królestwo kangurów. Świetną sprawą jest to, że chodzi się między drzewami i torbacze te nie są niczym odgrodzone. W tym przypadku jest to jeszcze bardziej porównywalne z obcowaniem z tymi zwierzętami na wolności, bo jak się w późniejszych dniach okazało, kangury można nie tylko łatwiej wypatrzeć niż koale, ale że także one same podchodzą bardzo blisko ludzi.

Moonlit Sanctuary
Moonlit Sanctuary

Wpierw zaczęły biegać wokół maluchy jak ten z powyższego zdjęcia. Dla większości przyjezdnych kangur, to kangur. Obojętnie, czy mały, czy duży, Wallaby, bo tak właściwie nazywa się to zwierzę, to właśnie ten mały. Różni się od kangura nie tylko rozmiarem, ale także nogami. Ma je małe i krótkie. W odróżnieniu od swych dużych braci, z długimi i nieco nawet przerośniętymi kończynami. Mijając maluchy, kawałek dalej, w cieniu drzew wylegują się kangury.

Moonlit Sanctuary
Moonlit Sanctuary
Moonlit Sanctuary

Przy wejściu można także kupić pokarm więc idąc tam wiedziałem, że będę je karmić, ale nie wiedziałem, że to będzie taki bezpośredni kontakt. Trochę nieśmiało, karmienie rozpoczęliśmy od wallaby. Po oswojeniu się z tym, że spoglądają na nas osobniki wzrostu dorosłego człowieka, które stojąc na wprost kogoś, to nie potrafią się cofnąć, bo opierają się na ogonie i gdy wyczują zagrożenie, to potrafią za to wyprowadzić bardzo silny cios… je również mogliśmy już karmić z ręki.

Moonlit Sanctuary
Moonlit Sanctuary
Moonlit Sanctuary
Moonlit Sanctuary

Innym charakterystycznym dla tego kontynentu zwierzęciem jest pies dingo. On jednak nie może już biegać swobodnie wokół. Nie jest on to już takie bezpieczne zwierzę jak te wspomniane wyżej.

Moonlit Sanctuary

Koale to nie jedyne osobniki, które cenią sobie spokój i dużą ilość snu. Są jeszcze oczywiście wombaty. Wszystkie jakie widziałem spały. Często schowane w norach, wydrążonych paniach i innych schronieniach, więc też nie łatwo się było im przyjrzeć. Jeżeli zobaczycie na leśnym, lub też górskim szlaku kwadratowe bobki, to wiedzcie, że wombat tam przed chwilą był.

Wombat
Wombat

Tym co w Australii daje o sobie znać już pierwszego poranka, to że nie budzi Cię kogut, tylko papugi. Różnorodność jeżeli chodzi o ptaki jest tam bardzo duża. Papuzi śpiew o poranku jest niezwykły. W dłuższej perspektywie można się do tego albo przyzwyczaić, albo znienawidzić. Mimo, że papugi są bardzo piękne i kolorowe, to najbardziej ciekawym, żyjącym tam ptakiem jest kukabura.

Kukabura
Kukabura

Sprawdźcie w Google jak brzmi ten ptak. Jest to bardzo charakterystyczne. Poniżej także kilka innych ciekawych, skrzydlatych okazów.

Moonlit Sanctuary
Moonlit Sanctuary

W całym Moonlit Sanctuary jest kilkadziesiąt gatunków zwierząt. Powyżej pokazałem te, które budzą największe zainteresowanie i sympatię ze wszystkich na australijskim lądzie, oraz te które przykuły moją uwagę. Jak wiadomo, przebywane na łonie natury ma dobry wpływ na psychikę i samopoczucie. Z uwagi na to, że obecnie spędzać czasu na zewnątrz w celach rekreacyjnych nie można, to mam chociaż nadzieję, że ten wirtualny spacer i spoglądanie na koale i kangury wzbudziło w Was choć odrobinę pozytywnych emocji.